Pojutrze minie od tamtej chwili dokładnie 9 lat. Byłem wtedy w Rzymie, w Kolegium Polskim, z okazji konferencji związanej z działalnością Konferencji Episkopatów Europy. Miałem tam wygłosić jeden z wykładów. Niespodziewanie, w porze "świętej sjesty", zadzwonił telefon. Pomyślałem, kto może dzwonić w czasie odpoczynku i nie reagowałem, ale telefon uparcie dzwonił. W końcu odebrałem i z niedowierzaniem usłyszałem w słuchawce głos papieża Franciszka, który powiedział, że chciałby się ze mną spotkać. Zapytałem, czy teraz, od razu, czy później, a gdy stwierdził, że można od razu, 40 minut później byłem już u niego w Domu Świętej Marty, choć nawet nie miałem ze sobą sutanny. Na szczęście papież stwierdził, żebym się nie przejmował brakiem oficjalnego stroju - opowiadał metropolita krakowski.
Z jeszcze większym zaskoczeniem przyjął pierwsze słowa papieża, czyli "Vorrei chiedere", co znaczy: "Chciałbym poprosić". - Chodziło o to, abym przyszedł do Krakowa. Ojcu Świętemu się nie odmawia, więc poprosiłem go, by się za mnie dużo modlił, a on szybko wyznaczył datę ogłoszenia tej nominacji na 8 grudnia 2016 r. Ucieszyłem się, bo z Matką Bożą jestem bardzo związany, i uznałem, że to szczególny znak miłości Pana Boga i Matki Najświętszej - zaznaczył arcybiskup.